Polski Top Wszech Czasów i muzyczny alfabet

Święta Bożego Narodzenia A.D. 2010 minęły szybko. Świąteczna kolacja, świąteczne śniadanie, pierogi, karp, prezenty, zdechły gołąb, którego mój pies upolował w krzakach… Pięknie było. Ostatni tydzień starego roku zapowiada się jeszcze piękniej. Zostaniemy bowiem zasypani wszelkiego rodzaju rankingami, podsumowaniami, statystykami, słowem – wszystkim „naj”.

A ja nie cierpię „naj”.

Istnieje bowiem bardzo mała liczba osób, które są predestynowane do sporządzania obiektywnych (sic!) rankingów. W większości jednak są to klasyczne medialne zapchajdziury. Nie ma chyba nic łatwiejszego do napisania – wybrać pięć, dziesięć, piętnaście, sto rzeczy / osób/ wydarzeń i upchnąć je na kilku stronach A4. Dlatego tak alergicznie reaguję również na wszelkie muzyczne składanki – debestofy, grejtesthitsy i inne topofcośtam. Zazwyczaj bowiem nie zgadzam się z ludźmi dobierającymi repertuar.

Jednym z nielicznych wyjątków jest kompilacja „Polski Top Wszech Czasów” zawierająca zbiór ważnych dla polskiej muzyki utworów wybranych przez słuchaczy radiowej „Trójki” oraz trzech Piotrów dziennikarzy tej stacji. Piotra Metza, Piotra Stelmacha i Piotra Barona.

Wydawnictwo nie jest wybitne. Z wielu utworów, które się na nim znalazły, bym zrezygnował. Kilka bym dodał. Jednak ogólne wrażenie po jej przesłuchaniu jest bardzo pozytywne. Co ważne – wszystkie płyty mają charakter skrajnie subiektywny. Sygnujący je własnymi nazwiskami dziennikarze są dla mnie osobami, które na muzyce zjadły zęby i mają prawo do tego, żeby mówić co jest dobre, a co nie. No dobra, w wypadku Piorta Metza nie dotyczy to muzyki zagranicznej (chyba, że odbiorca jest fanatycznym fanem The Beatles).

Polski Top Wszech Czasów
Polski Top Wszech Czasów

Mało jest takich składanek. Podobnie jak mało jest ludzi, których muzycznym gustem jestem zainteresowany. Poza wspomnianą trójką chętnie słucham opinii Piotra Kaczkowskiego, Wojciecha Manna czy nieżyjącego już Johna Peela. Jednak kompletnie nie interesuje mnie zdanie pani z działu marketingu dużej wytwórni.

W muzyce szukam inspiracji. I taką znalazłem we wspomnianej kompilacji. Dlatego też postanowiłem ułożyć muzyczny alfabet podsumowujący to, co zdarzyło się w Polsce w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Od razu ostrzegam, że jest to spis wybitnie subiektywny.

A – jak AC/DC

Przedstawiać ich nie trzeba. Koncert AC/DC na warszawskim Bemowie był bezapelacyjnie jednym z ważniejszych muzycznych wydarzeń roku.

B – jak Bayer Full

A co! Zespół Sławomira Świerzyńskiego ma rozmach, o jakim nawet Behemoth może pomarzyć. Wszyscy się z Disco Polo śmieją, a jak przychodzi do wesela to jakoś wszyscy znają teksty, mimo, że w radio ani w telewizji taka muzyka nie leci zbyt często. Mam szczerą nadzieję, że uda im się podbić rynek chiński. Gorzej jak w Azji zwietrzą biznes i zostaniemy zalani Disco Polo made in China.

C – jak Chopin, Fryderyk

Rok Chopinowski powoli dobiega końca. O polskim artyście wszech czasów powiedziano i napisano bardzo dużo. Łudzę się, że grono miłośników jego twórczości powiększyło się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Tegoroczną, XVI, edycję konkursu Chopinowskiego wygrała Rosjanka Yulianna Avdeeva.

D – jak Dziubiński, Tomasz (ur. 1961 – zm. 2010)

Założyciel Metal Mind Productions, organizator Metalmanii oraz redaktor naczelny polskiej edycji miesięcznika Metal Hammer. Był postacią kontrowersyjną, jednak nie ma wielu osób, które w podobnym stopniu co on przyczyniły się do rozwoju muzyki rockowej oraz metalowej w Polsce. To dzięki niemu sławę zdobyły m.in. takie zespoły jak Turbo czy Acid Drinkers.

E – jak Elton John

Koncert na stadionie warszawskiej Polonii był żywą reklamą trybuny krytej. Tym, którzy stali na płycie zostały parasole, kurtki przeciwdeszczowe i aspiryna.

F – jak Fishdick Zwei

Acid Drinkers w tym roku okazali się bardzo gościnni. Przekonali się o tym m.in. Czesław Mozil, Anna Brachaczek oraz Vogg. Legenda polskiego rocka nagrała płytę dobrą, aczkolwiek czekam na prawdziwy album, a nie covery. O tym, że utwory innych Acids grają lepiej niż ci inni dawno wiemy.

G – jak Guinessa, rekord

Romuald Koperski dał najdłuższy koncert fortepianowy świata. Muzyk grał nieprzerwanie 103 godziny i 8 sekund. Poprzedni rekord był krótszy o prawie dwie godziny.

H – jak Heretica, Evangelia

Ostatnie DVD Behemoth zawiera zapisy dwóch koncertów, które muzycy zagrali w Paryżu (2008) oraz w warszawskiej Stodole (2009). Debiut na 15 miejscu listy Billboardu robi wrażenie. Czekam na miejsce pierwsze, debiut na gali Grammy i konfrontację Dody z Lady Gaga.

I – jak Incydent w Pszowie

Polak nie kaktus i pić musi. Przekonali się o tym mieszkańcy Pszowa, których specyficznym występem uraczył Muniek Staszczyk. O sprawie szybko dowiedziały się media, muzyk przeprosił, fani przebaczyli, sprawa rozeszła się po kościach. Było wesoło, zaściankowo i polsko.

J – jak Jarocin

Najstarszy polski festiwal rockowy. Tym razem z Gossip, TSA i Dezerterem.

K – jak Kozidrak, Beata

Ostatnio wyznała, że nie lubi Edyty Górniak i Maryli Rodowicz. Nie musi. Nie musi też występować razem z nimi podczas imprezy sylwestrowej we Wrocławiu. To się nazywa marketing. Przez taką głupią wypowiedź będę z wypiekami śledził ich występ, uściski i ciepłe słowa. Szkoda jednak, że nikt mi za to nie zapłaci.

L – jak Lady Gaga

Jak się okazało można w naszym kraju zorganizować koncert gwiazdy światowego formatu. W zeszłym roku była Madonna. Teraz wystąpiła Lady Gaga. Czekamy na Justina Biebera. A na poważnie – organizatorom gratuluję.

M – jak Mondo Cane

Mike Patton był jedną z gwiazd tegorocznego festiwalu Era Nowe Horyzonty. Tym razem wystąpił  z projektem Mondo Cane. Jak zawsze zachwycił. Czekam ponownie na Faith No More.

N – Nowojorskiej Filharmonii, Orkiestra

Jedna z najstarszych i najbardziej uznanych światowych orkiestr zagrała dwa koncerty w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Jeden z nich swoim udziałem uświetniła Julianna Avdeeva.

O – jak Open’er Festival

Pearl Jam i Massive Attack. Fatboy Slim i Groove Armada.

Lubiłem Open’era za doskonały dobór gwiazd. Za The White Stripes i Faith No More. Za Pendulum i Emilianę Torrini. Za The Prodigy i Chemical Brothers. Wreszcie za Snoop Dogga i Cypress Hill… A teraz mi organizator wyjeżdża z Coldplay. Zgroza.

P – jak protesty

Katastrofa smoleńska i bitwa o krzyż wielu osobom rzuciła się na umysły. Część z nich oprotestowała występ Chicka Corei w warszawskiej Archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Muzyk dołączył tym samym do grona muzyków znienawidzonych przez prawdziwych obrońców Polski, moralności i Kościoła. Gratuluję. W tym elitarnym gronie znajduje się już Madonna, AC/DC i Behemoth.

R – jak Rammstein

Spontaniczność 1.

Widowiskowość 10.

Koncert w Łodzi utwierdził mnie w przekonaniu, że w poprzednim życiu członkowie tego zespołu byli albo strażakami, albo podpalaczami. Niechybnie jedno i drugie.  Przekonałem się również, że hale widowiskowo-sportowe pokroju Atlas Areny czy Torwaru kompletnie się nie sprawdzają na koncertach rockowych. Klimatu nie mają za grosz.

S – jak Sonisphere Festival

Metallica, Slayer, Megadeth, Anthrax i Behemoth na jednej scenie. Like it. Po występie tych drugich już nie uwierzę w tłumaczenia jakiegokolwiek zespołu, że nie da się oddać klimatu muzyki metalowej przy jasno świecącym słoneczku. Da się. Tylko trzeba być Slayerem.

T – jak telewizja muzyczna

Gdzieś czytałem, że w ramówce telewizji Trwam jest więcej muzyki niż w MTV. Gdzie te piękne czasy Euro Top 20, Headbanger’s Ball, Vanessy Warwick i Ray’a Cokesa. Teraz mamy jakieś bezsensowne reality show. Jasne, że MTV jest od lat skierowane do pryszczatych nastolatków, ale kiedyś było o wiele lepsze. Wiem… Starzeję się…

U – Urbaniak, Michał

Zagrać na jednej scenie z Michałem Urbaniakiem i muzykami z zespołu Amy Whinehouse?  Bezcenne.

V – jak Volbeat

Genialny koncert w warszawskiej Progresji i jeszcze lepsza płyta. Ciągle nie jest to zespół znany w Polsce, ale jestem przekonany, że w najbliższym czasie to się zmieni. Johnny Cash i James Hetfield w jednym.

W – jak WOŚP

Tłumaczyć nie trzeba.

Z – jak zapalenie wyrostka

Powód, dla którego Mastodon odwołał swój występ na europejskiej części trasy Sonisphere. Bardzo żałuję, że nie zobaczyłem ich w Warszawie. Mam nadzieję, że nadrobią zaległości, gdyż jest to jeden z lepszych zespołów rockowych ostatnich lat.

Ż – jak Żywiec

Specom od marketingu Żywiec S.A. należy się nagroda. Projekt „Męskie Granie” jest bezapelacyjnie jednym z ciekawszych, jakie powstały w ciągu ostatniej dekady. Zebrać razem Waglewskiego, Maleńczuka, Możdżera, Nergala, Stańkę i Smolika to wyczyn niebywały.

Teraz pozostaje mi życzyć Wam szczęśliwego A.D. 2011.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Polski Top Wszech Czasów i muzyczny alfabet

  1. Bardzo dobre podsumowanie. Mam kilka spostrzeżeń:

    Ad. C: Niestety na początku szpila – póki posługujemy się językiem polskim, to Juliana Awdiejewa. Międzynarodowa transkrypcja została wymyślona dla celników i pograniczników sprawdzających dowody i wizy, a nie dla użytkowników języków żywych. Szpil koniec 🙂

    Having said that, organizacja Roku Szopenowskiego zakrawa na jakąś kpinę – niewyremontowanie muzeum na Tamce, odwołanie koncertu na 100 fortepianów, absolutna niemożność zdobycia biletów – naprawdę, w NIFC powinno polecieć więcej głów niż na kolei.

    Ad. L: Wypluj to, że czekamy na Justina Biebera 🙂 Ale GaGę chętnie bym zobaczył, chętnie poszedłbym również na koncert Amy Winehouse czy Lily Allen. Wybrałbym się też zobaczyć zjawisko pt. Nicki Minaj, bo to też musi być niezapomniany show 🙂

    Ad. M: Faith No More już niestety nie zobaczysz. Panowie jakiś czas temu stwierdzili, że miło było znów się spotkać, pograć razem kilka koncertów, ale było miło i się skończyło, i wracać już do tego nie będą. Wielka szkoda, tym bardziej, że jak idiota przegapiłem ich koncerty w Gdyni i Berlinie…

    Ad. O: Po usilnych namowach Open’erowych bywalców byłem już prawie gotowy na wybranie się na tegoroczną edycję, choć uczciwie powiedziawszy większość muzyki corocznie tam prezentowanej nie jest moją ulubioną. Gdy dowiedziałem się, że główną gwiazdą będzie Coldplay, postanowiłem, że lepiej będzie przeznaczyć te pieniądze na lepsze miejsce na Sonisphere oraz na wyjazd na Sodom, Death Angel i Hirax do Katowic w kwietniu.

    Ad. V: Nie wiem dlaczego, ale mnie wciąż nie potrafią do siebie przekonać.

    Ad. Z:

    Ad. R: Zobaczymy, jak będzie na Slayerze i Megaśmierci. Bo nie uwierzę, jeżeli mi powiesz, że nie spotykamy się na tym koncercie 🙂

    Ad. S: Powtórzę to, co od czerwca mówiłem setki razy: postawa Metalliki wobec pozostałych zespołów to ewidentna chamówa, od nagłośnienia poczynając, na dedykacji „Sad But True” kończąc. Slayer i tak zamiótł, Megadeth dała poprawny koncert i właściwie tylko o to mi chodziło. Z dużo większą przyjemnością wybiorę się w kwietniu do Łodzi.

    Ad. T: Toś przypomniał czasy… Łezka w oku się kręci. A jeszcze 120 Minutes, MTV News z Sonyą Saul (z których notabene dowiedziałem się kiedyś o istnieniu zespołu Kobong)… ech, były czasy i się skiepściły. Jeszcze MTV 2 (o pardon, Rocks) jest w miarę do przejścia, ale odkąd Zane Lowe się tam nie pojawia, to też oglądam bardzo rzadko.

    Ad. Z. Nie wyrostka, ale trzustki. Kelliher jak się nie opamięta i nie przestanie chlać na umór, to szybko do Polski nie przyjedzie.

    P.S. Maćku, wróć do starego szablonu… Był taki fajny, ascetyczny i minimalistyczny. Od tego nowego się oczopląs robi niestety. Dobra, już nie pierdolę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s