A miało być tak pięknie. Lotnisko w Szymanach. Wyporność na dobre kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Machine Head, Epica, Vader, nieśmiertelny Lemmy i jego Motorhead. Gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy. Hunter Fest 2009 miał być wisienką na kremie metalowego festiwalowego lata 2009.
Było już Faith No More na genialnym Openerze. Był Limp Bizkit w Szczecinie. Będzie Volbeat oraz Clawfinger na, jak zwykle mocno obsadzonym, Przystanku Woodstock. Nie wspominam o Jarocinie i innych festiwalach.
Tegoroczne lato miało być gorące jak nigdy… I takie było… Niestety nie za sprawą muzyki, ale organizatorów HunterFestu, których działania przypominały ekspertów z PZPN.
Najpierw w Polskę poszły plakaty z umieszczonym logo Motorhead. Wszystko pięknie, ale szkoda, że management zespołu nic o tym nie wiedział. Jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega – Lemmy zgodził się przyjechać do Szczytna chyba tylko przez wzgląd na polskich fanów. Później było tylko gorzej. Gwiazdy masowo opuściły imprezę. Opuściły tak bardzo, że na głównej scenie zagrały mało znane zespoły, które wcześniej mogły tylko o niej pomarzyć. Nawet Vader, zawsze szanujący swoich fanów, był podobno tak rozczarowany organizacją (czytaj niejasnymi finansami), że rozważał tylko 15 minutowy występ zakończony siarczystą przemową. To chyba coś znaczy.
W to wszystko zaplątał się niewinny i sympatyczny zespół Hunter, który na swoje nieszczęście użyczył swojej nazwy temu czemuś, co festiwal przestało przypominać tydzień temu.
Dlatego mam prośbę skierowaną do muzyków, zespołów, sponsorów, mediów. Dbajmy o wizerunek Polski na koncertowej mapie świata. Po latach posuchy zaczęło się wreszcie coś dziać. Pojawiły się gwiazdy. Po raz pierwszy grać będzie Madonna. Zagrały bądź zagrają F’N'M, U2, Killers, Kings of Leon, Prodigy czy 50 Cent. Profesjonalne agencje koncertowe pokazały, że nawet na takim europejskim zadupiu jakim jest Polska da się zrobić imprezę na światowym poziomie.
I tu pojawiło się COŚ. To coś to A&M Agency, która kompletnie nie poradziła sobie z organizacją Hunter Festu. Gdyby to była jej pierwsza wpadka, albo gdyby była to grupa licealistów marząca o sprowadzeniu kilku metalowych zespołów widniejących na plakatach w ich pokojach dałbym temu spokój. Ale to była “profesjonalna” agencja, która nie po raz pierwszy zresztą kompletnie dała ciała i oszukała i fanów i muzyków.
Dla takiego czegoś nie powinno być miejsca w tym kraju.
Dlatego prośba – niech muzyką zajmują się profesjonaliści, a nie kombinatorzy. Kombinatorzy niech idą do KDT.
Zaraz oczywiście pojawią się głosy, że profesjonalizm = komercja. Zgadza się – uwielbiam komercyjną muzykę. Nie lubię pierwszych demo nagranych przez Mayhem w garażu na zestawie perkusyjnym zrobionym z garnków. Nie lubię zespołów, które grają dwa akordy i mówią, że to jest sztuka. Nie lubię koncertów w piwnicach. Nie lubię, gdy przyjeżdża na koncert zespół i ma tak spieprzone przez pana Waldka nagłośnienie, że nic nie słyszę oprócz perkusji i wysokich partii gitar.
Lubię za to profesjonalizm Slayera, garnitury Mike’a
Pattona, świetną organizację Open’era i hostessy w Filharmonii Narodowej. Lubię również brzmienie albumów Britney Spears i mało znane zespoły, które potrafią grać i nagrywać dobrze brzmiące płyty (polecam Speed Caravan i Polkadot Cadaver).
I nie lubię ludzi, który myślą, że głupi Polak wszystko kupi. I zamiast dać mu show dają mu festyn. Tak zrobiło A&M – pokazało wszystkim środkowy palec.
Maciej Maląg
