Tag Archive: Muzyka


Noworoczne lenistwo

Jak w tytule.

Rozleniwiłem się przez święta. Rodzina, jedzenie, prezenty, jedzenie, znajomi, jedzenie. Jedzenie. Food. Potem był Sylwester i Nowy Rok, który uczciłem ze znajomymi szampanem/winem musującym (nie znalazłem Monsignore i żałuję :P ) i resztką jedzenia z Wigilli. Potem nas zasypało i gromadzenie zapasów przez ostatnie dwa tygodnie okazało się zbawienne.

Aha, najważniejsze – z ciekawości zawodowej (oficjalnie)/ zmuszony przez moich przyjaciół (off the record) obejrzałem Koncert Noworoczny Polsatu, Noc Gwiazd, Sylwester Celebrytów, Mówią Wieki Gwiazdy… czy jak tam to się nazywało. Miałem niepowtarzalną okazję przekonać się w jakiej kondycji jest nasza muzyka rozrywkowa. I się nie zawiodłem. Koncert był rewelacyjny. Nigdy muzycy nie wypadli bowiem tak dobrze. Nic dziwnego – ich też ogarnęło noworoczne lenistwo, podobnie jak realizatorów wydarzenia.

Wiadomo – ja się łapie lenia, to się raczej nie lubi niespodzianek, bo mogą zmusić do wykonywania niechcianych czynności. A na koncercie, podczas którego występuje tak wiele artystów (?) o niespodzianki łatwo – ktoś zapomni tekstu, pomyli zwrotkę z refrenem, o fałszowaniu nie wspomnę. Dlatego, żeby wyeliminować tego typu wydarzenia cały koncert poszedł z playbacku. Wyglądało zabawnie. Nawet La Toya Jackson (ktoś ją pamięta? za podanie tytułów jej 10 największych przebojów jest nagroda) nie pomogła.

Teraz zaczynam żałować, że nie wywalczyłem praw do oglądania koncertu Maryli Rodowicz i Dody w TVP2. Nie wiem czy tam również był playback, ale na pewno koncert Dody był przyjemniejszy dla oka niż Maciej Maleńczuk rzępolący na gitarze. I 100-letnia pani Jackson.

Jak donosi jeden z najbardziej opiniotwórczych portali – nie byłem w swojej opinii odosobniony.

Notka dla działu prawnego TV Polsat lub adwokatów gwiazd – gdyby komuś z Was przyszłoby do głowy wybielić się sądowo to zaprzeczam wszystkiemu co napisałem. Powiem, że to nie było noworoczne lenistwo tylko sylwestrowe delirium.

Poza tym są taśmy. Grać z playbacku też trzeba umieć – nie jest to trudne – wystarczy jedynie zsynchronizować ruchy ust. I nie wolno krzyczeć do mikrofonu. A tak poza tym nie ma się czego bać – nawet największym się zdarzało.

Film może się przycinać, za co przepraszam.

Z noworocznymi pozdrowieniami,

Maciej Maląg

Nergal pobił Króla Popu

Danielle SteelWłaśnie się dowiedziałem, że Danielle Steel napisała już 77 książek. Na dodatek zrobiła to w ciągu trzydziestu sześciu lat, a to daje ponad dwie książki rocznie.

To dużo.

Można nawet stwierdzić, że Danielle Stell pisze dwa razy szybciej niż przeciętny Polak czyta. A to z kolei jest na swój sposób zabawne…

Doceniam fakt, że miliony kobiet czekających na swojego rycerza na białym koniu/latynoskiego nauczyciela tańca/milionera/ogrodnika/Zbyszka Ziobro kupiło ponad 550 milionów jej książek. Wiele (większość) osób zgodzi się jednak ze mną, że z książek numer 10-77 wieje nudą.  Nie może być inaczej, gdyż formuła nawet tak wciągającej literatury, jaką jest romans, musi się kiedyś wyczerpać.

I w ten zgrabny sposób przechodzimy do ostatniego notowania OliS.

Od razu wyjaśnię mój zaskakujący skrót myślowy – OliS jest jak książki Danielle Steel. Dużo tego, a postacie ciągle podobne.

Składanki hitów sygnowane przez wielkie rozgłośnie radiowe. Soundtracki do musicali a’la “Mamma Mia”. Nowy Piasek. Nowy Feel. Nowa złota kolekcja największych przebojów greatest hits 3cd deluxe edition Czesława Niemena czy Maryli Rodowicz. Brzmi znajomo?

Do tego dochodzi jeszcze ciekawa składanka “King of Pop”, zawierająca największe (rzeczywiście) hity Michaela Jacksona. W tym przypadku (nie)zaskakujące jest to, że płyta wyszła bodajże w styczniu, a w pierwszej 50-tce OliS zadebiutowała oczywiście po śmierci gwiazdy.

Jak to oceniać – nie wiem… Choć trąci mi to trochę nekrofilią.

Z drugiej strony tylko nekrofilia i Szatan może tłumaczyć oszałamiający sukces Behemotha, który przed czterema tygodniami wpadł ze swoim “Evangalion” od razu na drugie miejsce OLiS po to, by tydzień później wdrapać się na najwyższą pozycję. Od tego czasu Behemoth zachowuje się spokojnie – siedzi na szczycie i łypie groźnie.

A tak na poważnie nie wiem, czy to dobrze świadczy o kondycji polskich melomanów…

Behemoth - EvangelionOczywiście “Evangelion” jest płytą świetną – dobrze wymyśloną, bardzo dobrze zagraną i jeszcze lepiej wyprodukowaną. Jednak jest to ciągle black metal. To nie jest rock pokroju Comy czy nowy album Metalliki, tylko jeden z bardziej ekstremalnych muzycznych gatunków (po niemieckim techno i pieśniach kaukaskich górali).

Chciałbym, żeby sukces marketingowy Behemoth był spowodowany rzeczywistym docenieniem ich twórczości. Niemniej jednak mam wrażenie, że sporo osób chciało się pochwalić, że ma płytę “chłopaka Dody”. Co jest krzywdzące dla muzyka tak ambitnego jak Nergal.

Ale cóż panie Adamie. Na pocieszenie napiszę tylko:

“Brzdęk. Kupione.”

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 242 other followers