Tag Archive: hunterfest


Przystanek Woodstock 2009

Niedawno zostałem poproszony przez dziennikarza jednego z portali ekonomicznych o komentarz w kwestii organizacji w Polsce wielkich festiwali oraz sensu importu muzycznych megagwiazd do naszego kraju. I zacząłem się zastanawiać…

Faith No More, Placebo, Kings of Leon, Moby, Prodigy, Limp Bizkit, Chris Cornell, Kaiser Chiefs, Manic Street Preachers, Arctic Monkeys, Duffy, Lilly Allen, Joss Stone, Katie Melua, The Killers, 50 Cent, Shaggy, The Streets, Guano Apes, Juliette Lewis, Volbeat, Clawfinger, Motorhead, Bad Brains oraz praktycznie wszystkie liczące się polskie zespoły i soliści.

I oczywiście Madonna i U2.

Przystanek Woodstock 2009

Przystanek Woodstock 2009

Agencje koncertowe przyprawiły (z niewielkimi wyjątkami) fanów o koncertowy zawrót głowy. Po raz pierwszy udało się w ciągu jednego sezonu ściągnąć tak wielkie gwiazdy. Gwiazdy światowego formatu (a nie Whitney Houston w swetrze – patrz Sopot kilka lat temu). Według ekspertów Polacy na same bilety wydali lub wydadzą ok. 60 milionów złotych.

Liczba iście imponująca, zwłaszcza gdy skonfrontować ją z notowaniami OLIS, które same w sobie są arcyciekawą lekturą. Rezultat?

Ktoś tu kłamie. Albo mamy do czynienia z olbrzymim wyjątkiem potwierdzającym regułę…

Liczba roku według OLIS?

10.000 – tyle płyt zagranicznego wykonawcy wystarczy do uzyskania statusu złotej płyty, często pompatycznie wręczanej na durnowatych galach.

Żeby nie było nieporozumień: dziesięć tysięcy (słownie d-z-i-e-s-i-ę-ć!!!). I czym się tu chwalić?

To mniej więcej tyle, ile wynoszą progi w Danii, Belgii czy Holandii. W Niemczech rozmowy o złotej płycie rozpoczynają się od 100 tyś sprzedanych egzemplarzy.

Dla porównania:

Dania:          powierzchnia – 43 tyś km2 /ludność – 5,5 mln

Belgia:         powierzchnia – 30 tyś km2 /ludność – 10 mln

Holandia:   powierzchnia – 42 tyś km2 /ludność – 16 mln

Te trzy kraje razem:   powierzchnia – 115 tyś km2 /ludność – 31,5 mln

Polska:   powierzchnia – 320 tyś km2 /ludność – 38 mln

Takie zestawienie daje do myślenia. I całkowicie obrazuje fatalny stan polskiego muzycznego show-businessu.

Przystanek Woodstock 2009

Przystanek Woodstock 2009

Nie muszę oczywiście dodawać, że progi wytyczane przez ZPAV, odpowiedzialny za wyróżnienia o których mowa, uległy ostatnimi laty drastycznemu zmniejszeniu… A szkoda, ponieważ zabawnie by było, gdyby się okazało, że złotą w 2008 roku zdobył tylko zespół Feel i Smerfne Hity.

Niestety pokazuje to jak bardzo Polacy nie słuchają muzyki. Jak idea kupienia płyty dla jej zawartości, błyszczącego krążka czy kolorowej książeczki ustąpiła miejsca lenistwu i muzycznemu analfabetyzmowi. Podobnie jest z koncertami – tłumy młodych ludzi na wielkich festiwalach to jedno – puste sale na koncertach lokalnych zespołów, przeglądach czy trasach koncertowych mniej znanych artystów do drugie.

Ale zacząłem też liczyć:

Heineken, Coke Live, Madonna, U2, Przystanek Woodstock, Szczecin, Jarocin, HunterFest, Węgorzewo – na każdym z nich średnio 80 tyś ludzi (wiem, wiem, na PW było ponad 400 tyś, ale uśredniam dla ułatwienia) – w sumie daje to 720 tysięcy. Wymieniłem wcześniej 24 zagraniczne gwiazd (choć było/będzie oczywiście więcej). Przyjmijmy więc, że daje to więc niecałe 30 tyś osób na zespół. Gdy dodać jeszcze resztę artystów liczba się zgodzi…

Maciej Maląg

Hunter Festyn 2009

A miało być tak pięknie. Lotnisko w Szymanach. Wyporność na dobre kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Machine Head, Epica, Vader, nieśmiertelny Lemmy i jego Motorhead. Gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy. Hunter Fest 2009 miał być wisienką na kremie metalowego festiwalowego lata 2009.

Było już Faith No More na genialnym Openerze. Był Limp Bizkit w Szczecinie. Będzie Volbeat oraz Clawfinger na, jak zwykle mocno obsadzonym, Przystanku Woodstock. Nie wspominam o Jarocinie i innych festiwalach.

Tegoroczne lato miało być gorące jak nigdy… I takie było… Niestety nie za sprawą muzyki, ale organizatorów HunterFestu, których działania przypominały ekspertów z PZPN.

HunterFestyn Najpierw w Polskę poszły plakaty z umieszczonym logo Motorhead. Wszystko pięknie, ale szkoda, że management zespołu nic o tym nie wiedział. Jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega – Lemmy zgodził się przyjechać do Szczytna chyba tylko przez wzgląd na polskich fanów. Później było tylko gorzej. Gwiazdy masowo opuściły imprezę. Opuściły tak bardzo, że na głównej scenie zagrały mało znane zespoły, które wcześniej mogły tylko o niej pomarzyć. Nawet Vader, zawsze szanujący swoich fanów, był podobno tak rozczarowany organizacją (czytaj niejasnymi finansami), że rozważał tylko 15 minutowy występ zakończony siarczystą przemową. To chyba coś znaczy.

W to wszystko zaplątał się niewinny i sympatyczny zespół Hunter, który na swoje nieszczęście użyczył swojej nazwy temu czemuś, co festiwal przestało przypominać tydzień temu.

Dlatego mam prośbę skierowaną do muzyków, zespołów, sponsorów, mediów. Dbajmy o wizerunek Polski na koncertowej mapie świata. Po latach posuchy zaczęło się wreszcie coś dziać. Pojawiły się gwiazdy. Po raz pierwszy grać będzie Madonna. Zagrały bądź zagrają F’N'M, U2, Killers, Kings of Leon, Prodigy czy 50 Cent. Profesjonalne agencje koncertowe pokazały, że nawet na takim europejskim zadupiu jakim jest Polska da się zrobić imprezę na światowym poziomie.

I tu pojawiło się COŚ. To coś to A&M Agency, która kompletnie nie poradziła sobie z organizacją Hunter Festu. Gdyby to była jej pierwsza wpadka, albo gdyby była to grupa licealistów marząca o sprowadzeniu kilku metalowych zespołów widniejących na plakatach w ich pokojach dałbym temu spokój. Ale to była “profesjonalna” agencja, która nie po raz pierwszy zresztą kompletnie dała ciała i oszukała i fanów i muzyków.

Dla takiego czegoś nie powinno być miejsca w tym kraju.

Dlatego prośba – niech muzyką zajmują się profesjonaliści, a nie kombinatorzy. Kombinatorzy niech idą do  KDT.

Zaraz oczywiście pojawią się głosy, że profesjonalizm = komercja. Zgadza się – uwielbiam komercyjną muzykę. Nie lubię pierwszych demo nagranych przez Mayhem w garażu na zestawie perkusyjnym zrobionym z garnków. Nie lubię zespołów, które grają dwa akordy i mówią, że to jest sztuka. Nie lubię koncertów w piwnicach. Nie lubię, gdy przyjeżdża na koncert zespół i ma tak spieprzone przez pana Waldka nagłośnienie, że nic nie słyszę oprócz perkusji i wysokich partii gitar.

Lubię za to profesjonalizm Slayera, garnitury Mike’aPolkadot Cadaver Pattona, świetną organizację Open’era i hostessy w Filharmonii Narodowej. Lubię również brzmienie albumów Britney Spears i mało znane zespoły, które potrafią grać i nagrywać dobrze brzmiące płyty (polecam Speed Caravan i Polkadot Cadaver).

I nie lubię ludzi, który myślą, że głupi Polak wszystko kupi. I zamiast dać mu show dają mu festyn. Tak zrobiło A&M – pokazało wszystkim środkowy palec.

Maciej Maląg

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 242 other followers