Wczorajszy wieczór zapowiadany był jako, od dawna wyczekiwana, sportowa uczta.
Dawno się bowiem nie zdarzyło, żeby jednego dnia odbywały się trzy arcyważne mecze naszych trzech reprezentacji narodowych.
Siatkarze walczyli ze Słowacją o półfinały ME. Koszykarze, mając zapewniony awans z grupy, grali z Turcją. Nasi piłkarze natomiast rozgrywali (jak zwykle) mecz ostatniej szansy ze Słowenią.
Z tych konfrontacji wyszli zwycięsko tylko siatkarze, którzy pokonali po prawdziwym thrillerze Słowaków 3:2. Gortat i spółka, którzy myśleli bardziej o wynikach losowania niż rywalach przegrali wysoko, bo 69:87. To jednak nic w porównaniu z tym, co zaprezentowali podopieczni Leo Beenhakkera…
Brak ambicji.
Brak woli walki.
Brak umiejętności.
Brak czegokolwiek.
Spełniła się wizja Kononowicza…

Świeczka dla reprezentacji Polski. Wypalona jak nasi piłkarze.
Tylko Beenhakera mi szkoda. Teraz zwalniają go wszyscy – od jego zaciekłych wrogów (czyli betonowego PZPN-u i “polskiej myśli szkoleniowej”) po dawnych zwolenników (dziennikarze).
Zgadzam się. Coś się w Holendrze zmieniło. Nie ma tego błysku, polotu, energii. Jak patrzę na niego, snującego się w okolicy ławki rezerwowej, to widzę człowieka wypalonego. Człowieka, który chciał po sobie zostawić jakąś spuściznę, ale mu tego zabroniono i zmieszano z błotem.
Dlatego uważam, że skandaliczna gra reprezentacji, odejście Beenhakera, Wrocław, Levadia, puchary europejskie – za całe piłkarskie zło jest odpowiedzialny nie Holender tylko PZPN na czele z ludźmi pokroju Laty, Piechniczka, czy Engela. PZPN pełen ludzi bojących się lub zbyt leniwych, żeby dokonać jakichkolwiek zmian.
Beenhakker proponował od samego początku pomoc i konsultacje dla polskich trenerów (którzy wszyscy razem nie mają tyle doświadczenia co Holender). Chciał angażować się w sprawy szkolenia dzieci i młodzieży. I za każdym razem napotykał opór.
Dostał marnych piłkarzy, których doprowadził do jednego z ważniejszych sukcesów w historii polskiej piłki.
A teraz będzie tylko gorzej…
Michał Listkiewicz, choć wyklinany przez wszystkich, zostanie zapamiętany jako ten, który sprowadził do Polski Euro 2012.
Laty nie zapamiętamy jako wybitnego piłkarza, tylko prezesa, który pogrzebał polską piłkę. O Piechniczku nikt nie będzie pamiętał. Nikt nie wspomni o nim, jako o fantastycznym trenerze, który zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata. Zostanie zapamiętany jako starszy pan plotący farmazony ze swoim kominkiem w tle. No ale cóż… Panowie – sami jesteście kowalami Waszego losu.
Wiem, że to nie ma znaczenia, ale dnia 09/09/09 skończyła się dla mnie polska piłka.

Obecny stan polskiej piłki
