Nie wiem czy uwierzycie, ale mój przyjaciel skomponował “Sad But True”. Serio. Ludzi niezaznajomionych z tematem od razu informuję, że nie jest tak łatwo skomponować “Sad But True”… Do tej pory ta sztuka się udała tylko duetowi Hetfield-Ulrich, co stawia naszego gitarzystę w doborowym towarzystwie. Czyli Polak jednak potrafi…
A tak na serio, to zastanawiam się dlaczego polski rynek muzyczny jest tak wtórny. W muzyce pop mamy zazwyczaj popłuczyny po tym, co na zachodzie było modne pięć lat temu. Rocka nie mamy w ogóle (oprócz starych wyg z Kultu, T-Love etc.). W metalu tylko Behemoth w tym roku pokazał klasę (ale za to w gatunku, w którym ciężko o oryginalność i gdzie zaskoczyć można tylko brzmieniem, czego Nergal i spółka nie omieszkali uczynić). Idąc dalej – blues umarł kilkanaście lat temu. Interesujący tylko wytrawnych melomanów jazz też nie ma się dobrze – nawet Michał Urbaniak ratuje się twórczością najlepszego muzyka wszechczasów – Milesa Davisa (choć przyznaję, że płyta “Miles of Blue” jest znakomita).
Ile jest w tym winy samych muzyków, a ile wytwórni trzęsących portkami w obawie, że rozgłośnie radiowe nie puszczą czegoś oryginalnego? Ile winy jest po stronie producentów, którzy pracują według szablonów niszcząc dobrze zapowiadające się kariery piosenkarek tworząc z nich gwiazdki jednego sezonu (a dobre zespoły uciekają przed nimi zagranicę)? Wreszcie ile jest winy dyrektorów programowych największych radiowych rozgłośni usilnie starających się zrobić ze słuchaczy debili serwując im plastik w przerwach między reklamami?
Ja rozumiem, że wszędzie – nawet w sztuce – liczy się zysk. A że ludzie lubią to co znają, to serwuje im się odgrzane kotlety. W pewnym sensie akceptuję taką formę muzycznego przekazu w przypadku starych i uznanych zespołów. Dopuszczam możliwość po raz kolejny usłyszenia dobrej płyty Acid Drinkers, Vader czy Kombii
. Wręcz nie bardzo życzę sobie, żeby zespoły, które wiele lat pracowały na swój styl nagle go zmieniły o 180 stopni tłumacząc się poszukiwaniem świeżości. Jednak odgrzewanie starych patentów przez młodych twórców jest dla mnie (jako dziennikarza i fana jednocześnie) absolutnie niedopuszczalne… A rynek muzyczny pod tym względem nie ma nic nowego do zaproponowania.
Najlepiej obrazuje to sytuacja z pogranicza rocka i metalu. Warunki finansowe i techniczne zmieniły się przez ostatnie piętnaście lat diametralnie, ale to wcale nie wpłynęło to korzystnie na młodych artystów. Oczywiście – jest wielu świetnych muzyków, często wybitnych technicznie – ale z pustymi głowami bez pomysłów. Bez niczego ciekawego do zaproponowania. Bez osobowości. W pogoni za technikaliami, brzmieniem, sprzętem zatraciła się gdzieś chęć przekazania czegoś innym – a to w rocku jest dla mnie najważniejsze. Obecnie artystą się bywa – tym czasem muzykiem powinno się być całe życie. 24 godziny na dobę. 365 dni w roku.

Titus (Acid Drinkers)
To charakteryzowało zespoły, które powstały na początku poprzedniej dekady (lub wcześniej). Wymieniony przeze mnie Acid Drinkers nie byłby w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje, gdyby absolutnie rewelacyjnie dobrani członkowie zespołu. Cztery wielkie osobowości, których by starczyło na obdzielenie nią połowy młodych polskich kapel metalowych.
Titus, będący typem faceta, który zostaje albo menelem, albo gwiazdą rocka… Litza, który wymyślał genialne riffy stojąc w kolejce po gazetę… Popcorn, dla którego gra na gitarze jest jedynym sensownym sposobem na komunikację z otoczeniem… Wreszcie Ślimak, który gdyby nie potrzeba jedzenia i spania, waliłby w perkusję cały czas… To wszystko zagwarantowało poznaniakom lata supremacji na polskim rynku. Proponowali muzykę nieszablonową, czasem zakręconą, czasem poważną, ale w swoim stylu.
Obecne zespoły starają się oczywiście czymś zaskoczyć, ale ciągle szukają i jeszcze nie znalazły. Nawet Rootwater (choć nazwanie ich młodymi nie jest może trafne, bo jego członkowie są starymi wyjadaczami), ostatnio prezentujący najciekawiej wypadłby blado, gdyby go zestawić z Illusion, Sweet Noise czy (dla mnie absolutnie genialnym) Kobongiem, który wyprzedził czas o dobrych parę lat i zaproponował muzykę, o jakiej wtedy na zachodzie nawet nie myśleli.
Reasumując – od dobrych paru lat czekam na nową muzyczną osobowość. Nie musi być genialnym wirtuozem. Kurt Cobain też nie był. W zasadzie był marnym gitarzystą i jeszcze gorszym wokalistą. Pisał za to świetne teksty i miał właśnie to coś, co pozwoliło Nirvanie zapisać się na stałe w historii muzyki.
Więc jednym słowem: HEJ MUZYCY!!! OTWÓRZCIE GŁOWY I UMYSŁY. ŚWIAT SIĘ NIE KOŃCZY NA METALLICE! NIE BÓJCIE SIĘ IŚĆ POD PRĄD!!! Na nikogo się nie oglądali Sex Pistols. I Metallica. I Venom. I Nirvana. I System of a Down. I Slipknot. I Kult. I Armia. I wiele innych wybitnych zespołów, które należy znać i inspirować się nimi. Ale, na Boga, nie kopiować. Jak chcę posłuchać Metalliki czy Motorhead to słucham “Master of Puppets” i “Ace of Spades”. Kopia nie przebije oryginału. Nie bójcie się wreszcie wierzyć w Waszą muzykę i nauczcie ignorować bardzo często błędne wskazówki managerów czy werdykty zblazowanego jury na przeglądach.
Oczywiście nie dotyczy to tylko Polski (choć nasz przemysł muzyczny jest pod tym względem wybitnie upośledzony). Jest to rak, który w mniejszym lub większym stopniu toczy muzyczny show-business na całym świecie. Chociaż może dziadzieję… Może gdybym miał trzynaście lat byłbym zachwycony Arctic Monkeys. Jednak mam prawie trzydzieści i słyszałem już The Stooges…
Maciej Maląg
P.S. Chciałbym podziękować mojemu przyjacielowi za konstruktywną rozmowę i możliwość wymiany poglądów na powyższy temat. On wie o kogo chodzi.
Wpis dedykuję wszystkim, którzy skomponowali “Sad But True”. Nie róbcie tego więcej. Ten na czarnym albumie wystarczy.













