Zbulwersował mnie dzisiejszy wywiad w Przeglądzie Sportowym z Łukaszem Piszczkiem – obrońcą pewnie zmierzającej po mistrzostwo Niemiec Borussii Dortmund i, chcąc nie chcąc, reprezentacji Polski.
Dla przypomnienia – Piszczek został nową gwiazdą telenoweli zwanej “aferą korupcyjną” w polskiej piłce. Piłkarz usłyszał niedawno wyrok sądu skazujący go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, zwrot premii za mistrzostwo Polski i 100 tys złotych grzywny za ustawienie meczu ekstraklasy między Zagłębiem Lubin, a Cracovią. W prasie się zagotowało, a piłkarz?
Obraził się i jest rozżalony na dziennikarzy, działaczy, trenerów, śledczych i internautów. Bo pokazują go z paskiem na oczach, choć przestępcą się nie czuje, bo Wojciech Petkowicz, rzecznik dyscypliny PZPN chce, żeby nie dostawał powołań do kadry, bo on sprzedał mecz kiedy był młody i tylko trochę sprzedał, a bardziej starszyzna drużyny, z którą bał się zadzierać, bo wcale nie dostał największego zarzutu, a uznają go za największe zło… itp. itd.
Żenada, wiocha i lamerstwo panie Piszczek.
Po pierwsze nigdy Pan w tej kadrze zagrać nie powinien. Z zasady. Prezesi i właściciele klubów, jako instytucji prywatnych mogą zatrudniać kogo chcą, nawet oszustów, ale selekcjoner reprezentacji Polski to osoba publiczna, a kadra którą prowadzi to drużyna szczególna, ponieważ reprezentująca nasz kraj. Dlatego nie powinno być w niej miejsca na osoby sprzedające mecze. Bo jaką mam pewność, że Piszczek nie sprzeda meczu o wyjście z grupy na EURO 2012? Reprezentacja powinna być dożywotnio zamknięta dla kogokolwiek z wyrokiem za przestępstwa korupcyjne.
Poziomu sportowego to nie obniży, ponieważ piłkarze w niej grający są ciency jak stringi striptizerki, a da szansę ludziom, którzy naprawdę na poważnie traktują swoją pracę.
Ja mam pomysł na walkę z korupcją – każdemu piłkarzowi z prawomocnym wyrokiem dołożyć pięcioletni zakaz gry w profesjonalną piłkę. To wystarczy.
Wywiad przeczytacie tutaj.




