Bardzo mnie zaciekawił wczorajszy artykuł. Komputerowy gigant lat 80-tych, amerykański Commodore, wskrzesza swój flagowy projekt, legendę ery ośmiobitowców, mokry sen każdego chłopca urodzonego w okolicy roku 1980 – szare pudełko z symbolem C64.
Wedle zapewnień producenta wszystko poszło z duchem czasu - do oldschoolowej, szarej obudowy dodano czytnik DVD, terabajtowy dysk twardy, miliard wejść USB i HDMI, procesor Intel® Atom D525 1.80GHz i grafikę od NVIDIA (słabą, bo słabą ale na Defenders of the Crown wystarczy). Nie zabrakło również tego, co przez długie lata decydowalo o sukcesie dzieła Jacka Tramiela – oprogramowania gier. Wedle producenta na dysku o pojemności 1TB znajdą się “wszystkie nasze ulubione gry ery 8-bitów”. W sumie nie dziwne – zmieściłyby się na karcie pamięci mojego smartphone’a i to nie dlatego, że grałem w niewielką ilośc tytułów.
I tu zaczyna się moje kręcenie nosem. Okazuje się, że za 200 dolarów (lub 900 w wersji full wypas – z czytnikiem BR etc.) producent oferuje pokoleniu trzydziestolatków całe ich komputerowe dzeciństwo. Wszystko w klasycznej oprawie, lekko latwo i przyjemnie. Tak się nie da.
Po pierwsze dlatego, że gry ery 8-bit to coś więcej niż “włóż płytkę i graj”. To problemy ze sprzętem, zawieszanie się komputerów przy wgrywaniu gier z magnetofonu (stacja dysków do C64 powodowała, że jej posiadacz stawał się automatycznie najbardziej lubianą i wpływową osobą w podstawówce), przegrywanie gier od kolegów, jeżdżenie do Składnicy Harcerskiej, Smyka lub na Pl. Grzybowski, żeby kupić kasety/dyskietki z wymarzonymi grami, momenty rozpaczy, gdy sie okazało, że dyskietka się rozmagnesowała, a na kasetę z River Raid młodsza siostra nagrała Fasolki…
To trochę tak, jakby ktoś Wam zaproponował kupno waszej ulubionej piaskownicy ze skórzanym obiciem, minibarkiem, plazmą i szufladą pełną przyklejanych sztucznych ran. Pewnie, że lubiliście piaskownicę. Będzie się Wam dobrze kojarzyć do końca życia. Ale to nie znaczy, że będziecie chcieli kupic jej wypasioną replikę.
Dlatego z jednej strony kibicuję twórcom projektu “Commodore Strikes Back”, bo firma Tramiela zapewniła milionom osób na całym świecie magiczne chwile, ale z drugiej… tak naprawdę nie wiem kto to kupi.
Młode pokolenie na pewno nie – to trochę tak, jakby wznowić na BR w dolby surround nagrania Little Richarda i wciskać nastolatkom słuchającym Justina Biebera czy Bullet For My Valentine. Starzy growi wyjadacze? Równiez wątpię. Wielu z nich spędziło przy C64 piękne chwile, ale to nie znaczy, że porzucą swoje PS3, X360 i 50 calowe plazmy. Tym bardziej, że wiele starych gier jest dostępne w PSN/XLA. To, że kiedyś rzucanie się błotem w piaskownicy było fajne, nie znaczy, że 25 lat później będzie sprawiało taką samą radość.






