Zawsze wydawało mi się, że ciężko jest pobić Steve’a Jobsa w sposobie prowadzenia prezentacji… Do wczoraj.

Paul Goodyear opowiadał na pokazie dla prasy o możliwościach nowego Logic Studio. I zrobił to w sposób absolutnie bezkonkurencyjny. Fakt, że Logic jest również sygnowany znakiem firmy sadowniczej z Kalifornii spowodował, że Jobs może się nie martwić – wszystko zostało w rodzinie Apple.

Logic Studio

Logic Studio

Na dodatek zarobili kolejne parę tysięcy dolarów, ponieważ zacząłem Maca z Logic Studio pożądać straszliwie. Gigantyczna baza sampli, poprawiony workflow, intuicyjność, bardzo rozbudowane dodatki pokroju Amp Designer i Pedalboard oraz absolutnie genialny Mainstage 2 spowodowały, że Digidesign ze swoim ProToolsem musi się bardzo napocić, żeby podnieść się po ciosie Apple. Steinberg i jego Cubase oraz Abletony i inne programy do rejestracji i obróbki dźwięku zostały daleko w tyle. Bardzo daleko.

Dla ludzi, którzy powyższy akapit odebrali jako bełkot (i tych, którzy zrozumieli, a chcą się dowiedzieć więcej) zapraszam tu.

Kolejna prezentacja, prowadzona przez smutnego Niemca, dotyczyła Final Cuta. I została spartaczona po całości. Było tak nudno, że wróciły wspomnienia wykładów z teorii systemów politycznych.

Nie chcę reklamować produktów, a Apple za miłe słowa mi nie płaci (a  mógłby). Jednak utwierdziłem się w przekonaniu, że jeśli chodzi o profesjonalizm i robienie show, to Amerykanie nie mają sobie równych. Naprawdę są w tym najlepsi.

My mamy rodzinę Ligockich, a oni Shawna White’a. My mamy Wisłę, a oni NY Yankees. My mamy Małysza, a oni…

zły przykład… jeszcze raz…

My mamy dyr. Rydzyka, a oni Howarda Sterna. My mamy Anne Wyszkoni, a oni Beyonce. Wreszcie my mamy Toxic Bonkers, a oni Warbringer. Czyli połowę składu z wczorajszego koncertu z Progresji.

I jedni i drudzy grają… hm… sieczkę. Jednak o ile Toxic Bonkers mnie wynudzili straszliwie, łupiąc w te swoje intrumenty i krzycząc niemiłosiernie, tak występ Warbringer zrobił na mnie wielkie wrażenie. W sumie nihil novi – Exodus wersja 2.0. Jednak zagrali ciesząc się jak dzieci. Widać było, że granie sprawia im przyjemność, perkusista grał fenomenalnie, a bijąca z nich energia rzeczywiście mogła przypomnieć przełom lat 80/90 gdy muzyka rockowa była bardziej spontaniczna. I nie szkodzi, że muzyka trochę wtórna, a teksty infantylne. Weszli na scenę i pozamiatali. Jak Goodyear.

Kupię Logic Studio. I będę nagrywał oldschoolowy thrash metal.

A żona mnie wyrzuci z domu.